nie wiem doprawdy jak to jest i na czym to polega, ale jest taka zasada, że nieszczęścia chodzą parami, no nie? no i tak samo jest życiem tzw. towarzyskim - jak się nic nie dzieje to tak, że aż kule ostrokołu się szamocą na wietrze, a jak się dzieje to tak, że nie pojedynczo ani po kolei tylko wręcz parami albo nawet trójkami.
i teraz tak ja się zastanawiam jakby to zrobić, żeby jednemu powiedzieć, żeby spadał tak by zanadto się nie utrudzić by drugi nie dał dyla czując gdzieś tam podświadomie, że został sam na placu boju... jak to uczynić, a?
ponieważ nie wymyśliłam na razie to się bujam na dwa fronty nieco, na razie jeszcze nie plącze się w zeznaniach ani nie mylę imion (to akurat dlatego, że nigdy nie mówię do żadnego po imieniu, bo taki ze mnie chytrus), ale już mi trudno pogodzić w kalendarzu niektóre rzeczy, bo w tygodniu jest tylko jeden piątek, a Sylwester to już w'ogle raz na rok ;)
coroczna misja odlewania medali i statuetek została zwieńczona sukcesem teraz najprzyjemniejsza część pracy - wypłata :)
wczoraj cały wieczór dziubałam aniołki dla mamy jagodowej i markowej do odlania ze słebła, dawno sobie nie lepiłam tak po prostu dla przyjemności i jak zwykle w takich przypadkach jestem zaskoczona tym jak bardzo lubię to robić... wiem wiem niezbyt to mądre, ale można w ferworze innych głupot zapomnieć o takich rzeczach.
kolejne spostrzeżenie jest takie, że dawno nie pisałam i trochę zapomniałam jak to się robi, jak pisać o wszystkim i niczym ot tak se... ale będę nad sobą pracować, spox :)
i dziękuje za słowa zachęty - pomagają :)
blond, ale wciąż krótki
koty skończyły juz rok
kolejna dieta
nie było pisane od dawien gdyż jak było o czym to jakoś tak nie było kiedy, a potem jak to o czym można by pisać obraca się w perzynę to już nie mam ochoty o tym mówić, pisać ani nawet myśleć.
no więc znów obiecuję sobie pisać na bieżąco, fejsbuk w pewnym sensie mnie w tym względzie demotywuje i upośledza, nie wiem czy jeszcze potrafię coś dłuższego niż kilka zdań... no to zobaczymy jak to będzie!
koty rosną
kocurek już nawet został wymiśkowany, ale nie stracił przez to ni grama uroku
kicia natomiast jest coraz bardziej damą... taką co to biega po ścianach i rwie papier toaletowy w strzępy, ale zawsze ;)
z nowości:
przez ostatni tydzień z hakiem opiekowałam się przy okazji promocji pewnego filmu argentyńskim kompozytorem i dwoma młodzianami z hameryki o polskich korzeniach. Z Argentyńczykiem zaprzyjaźniłam (bez podtekstów) się do tego stopnia, że uknuliśmy nawet teorię, że jesteśmy jak brat i siostra o dość sporej różnicy wieku :) latem mój argentyński starszy brat przyjeżdża na koncert - jest wielce prawdopodobne, że się na niego wybiorę, pierwsza w szeregu groopies ;)
inna nowość jest taka, że tego lata prawdopodobnie odwiedzę Hiszpanię (gdyż jeszcze nie byłam nigdy) i tamże mam nadzieję przeżyć całą masę wspaniałych rzeczy. celem nr 1 jest Barcelona a potem Valencia gdzie koleżanka, z którą wyprawę planuję ma kuzynkę o dość swobodnym metrażu, czyż nie pięknie się składa?
dziś również przeprosiłam się z rozpiską dietową! postanowienie pierwotne było takie, żeby w czasie postu w naszej małej komunie nie jeść mięsa (łatwizna), cukru (trucizna) i nie pić alkoholu (potworna trucizna), ale po ostatnich zakupach ciuchowych postanowienie poprawy się wzmogło... trzymajcie więc kciuki, mile widziane będą również słowa otuchy oraz w miarę możliwości niwelowanie pokus do minimum i nie dopytywanie czy aby pewna jestem, że się nie poczęstuje tym czy owym :)
bo zawsze sobie obiecuje ze napiszę o tym czy owym i tak trochę sama przed sobą staję się niewiarygodna i coraz mniej mnie to rusza, no cóż...
małe koty chowają się dobrze, rosną, biegają, włażą wszędzie, jedzą całkiem sporo "niekocich" rzeczy (jogurt truskawkowy, ciemny chleb z ziarenkami, żółty ser i inne inszości) z małych włochatych kulek zmieniły się w podłużne elastyczne patyczaki, mają już wyraźnie zarysowane charaktery - dziewczynka jakby myśli zanim coś zrobi (nie jakoś długo i nie że rozbije kiedyś atom) chłopiec raczej się nie zastanawia, za to jest przylepą (kto by pomyślał, że taki był z niego dzikus), śpi ze mną, a konkretniej na mojej twarzy jeśli to tylko możliwe. Oba są rozkoszne 000000000000000000074747 i umieją pisać, choć może na razie nieco chaotycznie ;)
i to tyle o kotach (na dziś)
miał być post o kociętach uroczych, no to będzie, tylko o trochę innych niż poprzednio.
dwa dni temu odeszła moja Ciocia.
w takich chwilach nie wiem co powiedzieć, więc pozostawię to bez komentarza.
Ciocia mieszkała w Łodzi z dwójką kociąt, które przyniosła jej pewna kotka na wsi "na przechowanie" po czym więcej się nie pokazała.
to było 10 lat temu. przez ten czas kocięta dorosły, przestały być kociętami, wyrosły na czarującą kotkę o mądrym wejrzeniu i całkiem solidnego kocurka ze skłonnością do rozkoszności.
w domu u rodziców mamy trzy koty, w Warszawie - dwa, kolejne dwa to już naprawdę za dużo.
Ludzie pomóżcie znaleźć dom dla tej osieroconej dwójki!
Oba są kastrowane/sterylizowane, nauczone czystości i bardzo towarzyskie.
na razie znalazłam tylko jedno zdjęcie Mruczka, obiecuję zamieścić więcej po weekendzie kiedy będę miała z nimi do czynienia :)
i tak oto stałyśmy się kocimi mamami, zupełnie niepostrzeżenie i całkiem wtem... no moze troche to było ukartowane ;)
 |
| Wędrowycz i Biełka |
koty nasze (bo jest ich sztuk dwie) to arcyrozkoszne siedmiotygodniowe kocięta płci obojga
zostały znalezione w pewnym przyjaznym wszelkiemu stworzeniu garażu, a stamtąd już prawie bezkolizyjnie trafiły w nasze gościnne progi.
kocięta przeszły już swoje pierwsze drugie trzecie i czwarte spotkanie z weterynarzem, na szczęście już mają się całkiem dobrze czemu wyraz dają całymi swoimi futrzastymi jestestwami.